O mediach katolickich

Obszerny fragment wypowiedzi p. red. Grzegorza Górnego do kapłanów na Studium Formacji Stałej w Krzeszowicach. Sesja studium miała miejsce we wrześniu i w listopadzie 2013. Jej tematem było Duszpasterstwo w mediach i przez media.

 

Jan Paweł II w swej książce „Przekroczyć próg nadziei” napisał, że jeśli w świecie z jednej strony jest „obecna ewangelizacja, to z drugiej strony jest w nim także obecna potężna anty-ewangelizacja, która ma też swoje środki i swoje programy i z całą determinacją przeciwstawia się Ewangelii i ewangelizacji. Zmaganie się o duszę świata współczesnego jest największe tam, gdzie duch tego świata zdaje się być najmocniejszy. W tym sensie Encyklika Redemptoris missio mówi o nowożytnych areopagach. Areopagi te to świat nauki, kultury, środków przekazu; są to środowiska elit intelektualnych, środowiska pisarzy i artystów.”

Ojciec Święty nieprzypadkowo przywołał wydarzenia opisane w Dziejach Apostolskich, kiedy to św. Paweł trafił na ateński Areopag, gdzie odbył publiczną dysputę z najwybitniejszymi intelektualistami tamtej epoki: greckimi filozofami epikurejskimi i stoickimi. Dyskusja przebiegała wartko, dopóki Apostoł nie zaczął głosić im Chrystusa Zmartwychwstałego. Wówczas myśliciele uśmiechnęli się pod nosem, postukali się palcami w czoło i poradzili Pawłowi, żeby przyszedł innym razem.

Podobna reakcja spotkałaby Apostoła zapewne i dziś, gdyby trafił na „nowożytne areopagi” czyli np. na Sorbonę, do Hollywood czy do CNN. Też mógłby liczyć jedynie na pobłażliwe uśmieszki i słabo skrywaną drwinę.

Wizyta na Areopagu była jedyną misją św. Pawła, o jakiej nam wiadomo, w którą udał się sam. Nie towarzyszył mu ani Barnaba, ani Sylas, ani Tymoteusz. Ten epizod pokazuje nam, jak dotkliwy może być brak wspólnoty, zwłaszcza w zetknięciu ze światem areopagów. Dziś w pojedynkę bardzo często chrześcijanie skazani są na porażkę, gdy wchodzą w struktury owego świata. Nierzadko na początku mają nadzieję, że uda im się naprawić otoczenie; potem okazuje się jednak, że to otoczenie psuje ich. O niepowodzeniu decyduje brak zakorzenienia we wspólnocie Kościoła.

Śledząc losy chrześcijańskich inicjatyw medialnych, którym udało się pogodzić walor profesjonalny z ewangelizacyjnym, można zauważyć, że u ich początku leżał Boży plan, a nie biznesplan.

Katolicka telewizja EWTN, która w Stanach Zjednoczonych ma 52 miliony telewidzów, powstała nie dlatego, że analitycy mediów odkryli lukę na rynku, ale dlatego, że Matka Angelika, zakonnica, która wcześniej nie miała nic wspólnego ze środkami masowego przekazu, usłyszała podczas modlitwy wezwanie do stworzenia katolickiej stacji.

         Innym fenomenem na skalę światową jest Brazylia, gdzie istnieją tam bowiem trzy ogólnokrajowe katolickie stacje telewizyjne. Co znamienne, nie żyją one z obowiązkowego abonamentu ani z reklam, ale utrzymywane są w całości z datków wiernych. Ponieważ średnia brazylijska pensja wynosi miesięcznie ok. 80 dolarów, można mówić wręcz o „wdowim groszu”. Na przykład TV Seculo XXI (Telewizja XXI Wieku), założona przez amerykańskiego jezuitę o. Eduardo Dogherty, finansowana jest z datków ok. 90 tysięcy donatorów, z których każdy wpłaca średnio 6 dolarów miesięcznie. Daje to sumę ok. 540 tysięcy dolarów co miesiąc. Pozwala to na utrzymanie w pełni profesjonalnej stacji telewizyjnej, zatrudniającej kilkaset osób. W 90 procentach emituje ona na antenie programy własnej produkcji – telenowele, sitcomy, teleturnieje, teledyski, koncerty, talk showy itp. – wszystko zaś o charakterze chrześcijańskim i ewangelizacyjnym. Stacja zekranizowała wszystkie cztery Ewangelie oraz Dzieje Apostolskie – w wersji science fiction ze św. Pawłem jeżdżącym na motocyklu Harley-Davidson po rumowisku powstałym po III wojnie światowej. Na potrzeby kręcenia scen biblijnych zbudowano niedaleko głównego gmachu telewizji sztuczne miasto – makietę starożytnej Jerozolimy. Obecnie TV Seculo XXI dociera do 14 milionów gospodarstw domowych w całym kraju.

Podobnie prężnie rozwija się inna brazylijska telewizja katolicka – „Cancao Nova” (Śpiewajmy na nowo), także finansowana z dobrowolnych datków telewidzów. Może się ona pochwalić aż 50 milionami odbiorców. Największą oglądalnością cieszą się… Msze święte, odprawiane przez charyzmatycznych zakonników. O ich transmisje biją się najpotężniejsze stacje telewizyjne, także te komercyjne. Niedawno największa brazylijska telewizja Globo zawarła umowę z bardzo popularnym księdzem Marcelo Rossim – transmisje „na żywo” z odprawianych przez niego Eucharystii ogląda nawet ponad 50 milionów widzów. Bezpośrednio zaś uczestniczy w nich – na stadionach piłkarskich lub opuszczonych halach fabrycznych – kilkadziesiąt tysięcy wiernych. Sam ksiądz Rossi stał się w Brazylii wręcz młodzieżowym idolem, a jego podobizny na koszulkach są równie rozpowszechnione, jak podobizny Ronaldo, Rivaldo czy Ronaldinho. Duchownemu nie uderzyła z tego powodu woda sodowa do głowy – pozostaje bardzo skromnym człowiekiem, a w publicznych wypowiedziach często podkreśla swą maryjność i wierność Ojcu Świętemu.

Ciekawe może być prześledzenie rozwoju TV „Cancao Nova”. U początków przedsięwzięcia nie stał ani wielki kapitał, ani zaawansowane know-how, lecz grupa modlących się osób. Była to mała wspólnota katolicka, która wraz z pełniącym w niej posługę duszpasterską księdzem, chciała rozpoznać wolę Pana Boga względem siebie. Podczas modlitwy rozeznali, że są powołani do ewangelizacji w mediach – chociaż żaden z nich nigdy nie miał do czynienia z dziennikarstwem. Najpierw przejęli jedną lokalną rozgłośnię radiową, potem drugą, aż w ciągu kilkunastu lat zbudowali holding medialny, który dysponuje dziś całą siecią dzieł misyjnych. Kilka lat temu telewizja wyszła poza kontynent południowoamerykański i otworzyła swą pierwszą filię w Europie – w Fatimie w Portugalii.

Religijność i pobożność są zjawiskami występującymi w wielu krajach, jednak ich połączenie na taką skalę ze środkami masowego przekazu jest na razie fenomenem brazylijskim. Niektórzy medioznawcy uważają jednak, że ten model społecznej komunikacji ma szansę upowszechnić się w XXI wieku.

Brazylijski przypadek jest też zarazem świadectwem żywotności Kościoła katolickiego w tym kraju. Jak mówi ojciec Eduardo Dogherty: „Lud Boży wspiera Boże dzieła. Ci, którzy prowadzą życie duchowe, pomagają żyć naszej telewizji”.

         Z ojcem Doghertym, który jest również egzorcystą i charyzmatykiem (posługuje darem uzdrawiania), miałem okazję przebywać przez trzy dni na warsztatach medialnych. Ten tryskający energią 63-letni kapłan mówi językiem, który łączy w sobie walory marketingowe z ewangelizacyjnymi. Wiele z jego wypowiedzi może szokować ludzi nie przyzwyczajonych do tego sposobu myślenia.

Co to jest rynek? Rynek (market) odpowiada na potrzeby ludzi: jedzenie, picie, ubranie itd. Marketing jest studiowaniem tych potrzeb. A najgłębszą potrzebą stworzenia jest sam Stwórca.

         Czym wobec tego są media? Media jest to środek między Rynkiem a Kościołem, między człowiekiem a Bogiem.

Tajemnica polega na dobrym projekcie (the secret is in the design). Najlepszym projektem jest – pełnienie woli Boga (will of God)

Co jest naszym „produktem”? Biblia, Dogmaty, Katechizm, Tradycja, w konsekwencji – miłość, życie wieczne, więź z Bogiem.

Jaka jest cena produktu? Gratis – gratia – łaska – za darmo (jest to najlepszy produkt).

Są dwie grupy rynkowe, do których trzeba dotrzeć („nakarmcie mój lud”, jak mówił Jezus) – te grupy to: ludzie w łasce i ludzie w grzechu.

Jak dystrybuować produkt? Przez wszystkie media.

Nic więc dziwnego, że o. Dogherty założył Służbę Komunikacji Multimediów. Dla głoszenia Ewangelii posługuje się wszelkimi rodzajami środków komunikacji, takimi jak: telewizja, radio, video, szkoła (to też medium!), komputer, Internet, soft ware, listy, e-maile, książki, lokalne centra komunikacji, telefon, wirtualna biblioteka, cybernetyczne kafejki edukacji i ewangelizacji, kursy i szkolenia, sieć parafialnych bibliotek wirtualnych itd. W dzieła misyjne zaangażowani są domy wydawnicze, centra produkcyjne, wytwórnie muzyczne, wykorzystywane są talenty redaktorów, muzyków, kaznodziejów, zakonów, wspólnot, a także banki, banki danych i teleporty. Wszystkim rządzi zasada multi-utilizar (maksymalnego wykorzystania wszystkich dostępnych środków). Jak mówi o. Dogherty: „Dla nas darami Bożymi są multimedia. Po to, by głosić Boga zawsze, wszystkim i wszędzie.” I dodaje, że jeśli złoży się razem wszystkie Boże metody, jakimi się ludzie posługują, wówczas powstaje ruch społeczny.

Na pytanie, jaki musi być pierwszy krok duchowej rewolucji w mediach, amerykański jezuita odpowiada, że należy zacząć od konsekracji – czyli oddania się Najświętszemu Sercu Jezusa. To kolejny dowód na to, że w dziełach ewangelizacyjnych biznesplan powinien być poprzedzony przez Boży plan.

Także w Polsce można wskazać podobne przykłady. Kilkadziesiąt lat temu na pole w pobliżu Warszawy wyszło trzech gruźlików, którym lekarze nie dawali długiego życia. Wokół nich rozciągały się uprawy buraków. Pierwszej zimy spędzonej na tym miejscu przymierali głodem. Kilka lat później zamiast buraczanych pól stało tam prawdziwe miasteczko – hale drukarskie, redakcje, ośrodki duszpasterskie. Koncern wydawniczy, jaki założył o. Maksymilian Kolbe, wydawał gazetę o największym wówczas nakładzie na całym świecie.

Wydaje się, że kluczowe dla powodzenia całego przedsięwzięcia jest rozeznanie, czy chodzi o dzieło dla Boga, czy dzieło Boga. W tym pierwszym przypadku to my sami wyobrażamy sobie, w jaki sposób możemy Panu Bogu pomóc; w drugim natomiast jedynie odpowiadamy na Boże zaproszenie do udziału w Jego planie.

Sukces zarówno EWTN, jak i TV Seculo XXI oraz Cansao Nova, jest dowodem żywotności Kościoła w USA i Brazylii, dlatego że obie stacje mogą działać tylko dzięki datkom wiernych. Ich istnienie jest więc dowodem na moc wiary amerykańskich i brazylijskich katolików. Założyciele obu stacji podkreślają, że o wiele ważniejsza niż wsparcie finansowe jest jednak modlitwa całej rzeszy anonimowych widzów, która stanowi fundament misji obu tych instytucji. Bez owego fundamentu wspólnoty i modlitwy nie byłoby możliwe powstanie telewizji, w której usłyszeć można Dobrą Nowinę.