Modlitwa sprawia cuda

 Modlitwa sprawia cuda 
Cuda istnieją również dziś. Ale aby umożliwić Panu ich dokonywanie, potrzeba odważnej modlitwy, zdolnej przezwyciężyć „pewne niedowiarstwo”, które kryje się w sercu każdego człowieka, także człowieka wiary. Przede wszystkim modlitwy za tych, którzy cierpią z powodu wojen, prześladowań i wszelkich innych dramatów wstrząsających dzisiejszym społeczeństwem. Ale modlitwa musi „być rzuceniem wszystkiego na jedną szalę”, to znaczy musi zaangażować naszą osobę i całe nasze życie, abyśmy przezwyciężyli niedowiarstwo. O tym mówił Papież Franciszek do osób uczestniczących we Mszy św. odprawionej dziś rano, w poniedziałek 20 maja, w kaplicy Domus Sanctae Marthae.
W homilii Papież snuł refleksję na temat niedowiarstwa, wyszedłszy od opowiadania z Ewangelii św. Marka (9, 14-29) – o młodzieńcu opętanym przez złego ducha, a uwolnionym przez Chrystusa. „Nie pierwszy raz – powiedział Ojciec Święty – Jezus skarży się na niedowiarstwo: O niewierzące pokolenia! Tyle razy wam to mówiłem”; i wiele cierpiał z powodu tego niedowierzania Jego słowom, Jego przesłaniu. „Kochali Go, tłum szedł, by Go witać. Kochali Go, ale do pewnego stopnia. Nie podejmowali zbyt wielkiego ryzyka w swej wierze w Niego. Nie ryzykowali. A Jezus cierpiał z tego powodu, czyż nie? Mocne jest to, co mówi dzisiaj: 'O plemię niewierne, jak długo mam być z wami? Jak długo mam was znosić?'
Papież zwrócił następnie uwagę, że Jezus jest stanowczy w swojej naganie. Co więcej, zdecydowanie zwraca się do uczniów i każe im przyprowadzić do siebie opętanego chłopca. „Bierze sprawy w swoje ręce”, a kiedy „Jezus bierze sprawy w ręce, mają się dobrze”. Ale co zrobić, żeby Pan wziął sprawy w swoje ręce? Oczywiście nie jest to łatwe, właśnie dlatego, że w grę wchodzi niedowiarstwo. „A skąd to niedowiarstwo?”, zapytał dalej Papież. „Wszyscy widzieli, że Jezus czynił cuda, tak wiele wspaniałych rzeczy. Słowa Jezusa były tak piękne i docierały do serca”. A jest to właśnie sprawa serca: „Sądzę – powiedział Biskup Rzymu – że to właśnie serce się nie otwiera, serce zamknięte, serce, które chce mieć wszystko pod kontrolą”. „Boimy się porażki”. Odnośnie do tego Papież przypomniał, co wydarzyło się w niedzielę zmartwychwstania, „kiedy Jezus przychodzi do swoich uczniów do Wieczernika. Łukasz mówi, że ich radość była tak wielka, iż nie mogli uwierzyć. Obawiali się, że ta radość może być snem, może być marzeniem, że może to nie jest Jezus...”
Wracając do epizodu z Ewangelii, Ojciec Święty przytoczył pytanie uczniów, którym nie udało się wypędzić złego ducha z młodzieńca: „Dlaczego my nie mogliśmy go wyrzucić? Tego rodzaju demonów, wyjaśnia Jezus, nie da się przepędzić w żaden inny sposób, jedynie modlitwą”. A ojciec chłopca powiedział: „Wierzę, Panie, zaradź memu niedowiarstwu”. Jego modlitwa była „mocna; i ta modlitwa, pokorna i mocna, sprawia, że Jezus może uczynić cud. Modlitwa, w której prosimy o nadzwyczajne działanie – wyjaśnił Papież – musi być modlitwą angażującą nas całych, jak gdybyśmy angażowali w to całe nasze życie. W modlitwie trzeba rzucić wszystko na jedną szalę”.
Papież opowiedział następnie pewne zdarzenie z Argentyny: „Przypomina mi się coś, co wydarzyło się trzy lata temu w sanktuarium w Luján”. Siedmioletnia dziewczynka zachorowała, a lekarze nie znajdowali sposobu na jej uratowanie. Jej stan wciąż się pogarszał, aż któregoś wieczoru lekarze stwierdzili, że nic już nie da się zrobić i że  zostaje jej parę godzin życia. „Ojciec, który był elektrykiem, człowiekiem wiary, niemal oszalał. I pod wpływem tego szaleństwa wsiadł w autobus i udał się do sanktuarium w Luján, odległego o 70 km, dwie i pół godziny jazdy autobusem. Dotarł tam o dziewiątej wieczór i zastał wszystko zamknięte. Zaczął się modlić, uchwyciwszy się rękami żelaznej bramy. Modlił się i płakał. I tak pozostał przez całą noc. Ten człowiek wadził się z Bogiem. Walczył właśnie z Bogiem o uzdrowienie swojej córeczki. Później, o szóstej rano udał się na dworzec i wsiadł do autobusu. Przyjechał do szpitala ok. dziewiątej. Zobaczył żonę płaczącą i pomyślał o najgorszym: Co się stało? Nie rozumiem. Co się stało? Przyszli lekarze, odpowiedziała żona, i powiedzieli mi, że gorączka ustąpiła, oddycha dobrze, nic jej nie jest... Potrzymają ją jeszcze tylko dwa dni. Ale nie rozumiem, co się stało. A tak – skomentował Papież – dzieje się nadal. Cuda się zdarzają. Ale potrzebna jest modlitwa! Modlitwa odważna, będąca walką o to, aby doszło do tego cudu, a nie te grzecznościowe modlitwy: Ach, ja modlę się za ciebie! Później Ojcze, nasz, Zdrowaś... i zapominam. Nie! Potrzebna jest modlitwa odważna, jak modlitwa Abrahama, kiedy walczył z Panem o ocalenie miasta; jak modlitwa Mojżesza, który modlił się z rękami wzniesionymi w górę i męczył się proszeniem Pana; jak wielu ludzi, którzy wierzą i z wiarą się modlą, modlą się”.
Modlitwa czyni cuda, „ale – zakończył Papież Franciszek – musimy w to wierzyć. Myślę, że możemy pięknie się pomodlić, nie modlitwą grzecznościową, ale modlitwą z serca, i mówić Mu dzisiaj przez cały dzień: Wierzę Panie! Zaradź mojemu niedowiarstwu. W sercu każdego z nas jest trochę niedowiarstwa. Mówmy do Pana: Wierzę, wierzę! Ty możesz! Zaradź mojemu  niedowiarstwu. A kiedy nas proszą o to, żeby modlić się za tak wielu ludzi, którzy cierpią w czasie wojen, z powodu swojej sytuacji uchodźców, we wszystkich tych dramatycznych sytuacjach, módlmy się, ale sercem, i mówmy: Panie, uczyń to. Wierzę, Panie. Ale zaradź mojemu niedowiarstwu”.
Wśród obecnych na Mszy św. była grupa pracowników Radia Watykańskiego, wraz z dyrektorem o. Federikiem Lombardim, i pracownicy biura systemów informatycznych Gubernatoratu.  
 
21 maj 2013