Macie być świadkami i obrońcami transcendentnego wymiaru człowieka

 

(Abp Marek Jędraszewski - Łódź, bazylika archikatedralna, 25 maja 2013 r.)

Święta Matka Kościół w lectio continua przygotowała nam dzisiaj czytania z Księgi Syracha i Ewangelii św. Marka, z których wyrastają dwa główne przesłania związane z tym, kim jest, a dokładniej: kim powinien być i jakim powinien być kapłan w zamierzeniach samego Jezusa Chrystusa.

Najpierw Ewangelia św. Marka. Pan Jezus mówi: „Zaprawdę, powiadam wam: «Kto nie przyjmie królestwa Bożego jak dziecko, ten nie wejdzie do niego»” (Mk 10, 15). Kapłan musi być właśnie takim człowiekiem: otwartym, ufnym jak dziecko, by mógł być kapłanem królestwa Bożego. Być kapłanem królestwa Bożego, to być człowiekiem ośmiu błogosławieństw, to stawać się członkiem wspólnoty świętych Kościoła, ludzi, którzy byli i są, których życie głęboko przeniknięte Duchem Świętym stało się znakiem Bożej obecności i Bożej miłości.

Drodzy Diakoni, kandydaci do prezbiteratu!

Macie być jak dzieci, bo tylko wtedy wejdziecie do królestwa Bożego.

„Błogosławieni ubodzy w duchu, albowiem do nich należy królestwo niebieskie” (Mt 5, 3). Jakże tutaj nie wspomnieć i nie przywołać prostoty i otwartości Ojca Świętego Franciszka, które obejmują świat i przyciągają do Chrystusa ludzi, którzy, wydawało się, byli dotąd bardzo daleko od Niego?

„Błogosławieni, którzy się smucą, albowiem oni będą pocieszeni” (Mt 5, 4). Tu wracamy do wydarzeń odległych już wieków, do czasów, kiedy włoską ziemię przemierzał Biedaczyna z Asyżu. Widzieli go kiedyś zapłakanego i pytali: „Franciszku czemu płaczesz?”. Odpowiedział: „Bo miłość nie jest kochana”.

Trzeba Wam, moi Drodzy, częstokroć smucić się z tego powodu, że miłość Boga nie jest rozpoznawana, a w konsekwencji nie jest kochana przez świat. Trzeba Wam tym się smucić i nad tym płakać, właśnie po to, aby dzięki Waszej posłudze kapłańskiej, mocą Ducha Świętego, Wasze dusze były pocieszone, widząc, jak Bóg –  mimo tylu trudności współczesnego świata – jest jednak przez wielu naprawdę kochany.

„Błogosławieni cisi, albowiem oni na własność posiądą ziemię” (Mt 5, 5). Pomyślmy w tym miejscu o cichej pracy w konfesjonale, niekiedy przez wiele godzin, niekiedy wyczerpującej, wydawałoby się, że aż do wyniszczenia. Pomyślmy o cichej posłudze Jana Vianney’a na początku XIX wieku, proboszcza najbiedniejszej parafii niedaleko Lyonu. Ta jego cicha praca mocą Ducha Świętego sprawiła, że stał się rzeczywiście kimś, kto posiadł tę ziemię, jednak nie w wymiarze materialnym, ale w wymiarze ducha.

„Błogosławieni, którzy łakną i pragną sprawiedliwości, albowiem oni będą nasyceni” (Mt 5, 6). Jakże bardzo pragnął uspokojenia dla siebie Patron naszej Archidiecezji, święty Józef, kiedy widział, że Jego Małżonka znalazła się w stanie błogosławionym. On, człowiek sprawiedliwy, dostąpił ukojenia własnego serca. Anioł Pański wyjaśnił mu to, co znajdowało się w niezmierzonych wyrokach samego Boga, co znajdowało się w wyrokach odnoszących się i do Niego, i do Maryi, i do zbawienia całego świata.

„Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią” (Mt 5, 7). Jakże w tym momencie i właśnie w tym miejscu nie wspomnieć osoby, która stała się sekretarką Bożego Miłosierdzia, a której droga mistyczna objawiająca światu potęgę Miłosierdzia Bożego zaczynała się właśnie w tej świątyni, prawie wiek temu. Święta Faustyna musi być dla Was, moi Drodzy, ciągłym wezwaniem, by światu głosić ogrom Bożego Miłosierdzia, w którym jedynie jest nasza ufność i nadzieja.

„Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą” (Mt 5, 8). W tym momencie staje przed nami postać Przenajświętszej Dziewicy Maryi, Matki Kapłanów, Matki kochającej, ale też Matki wymagającej wierności dla Jej Syna. Niech będzie dla Was, drodzy Synowie, właśnie taką Matką, kochającą i wymagającą, prowadzącą Was ostatecznie do tego, że samego Boga oglądać będziecie.

„Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój, albowiem oni będą nazwani synami Bożymi” (Mt 5, 9). Staje przed nami postać błogosławionego Jana Pawła II, orędownika pokoju i pojednania między państwami i narodami. Z ogromną żarliwością starał się, aby zapanował pokój między Bogiem a ludzkimi sercami. Był on świadkiem tego pokoju, w ostatnich czasach niezrównanym. Dla tego pokoju cierpiał, przelewając swoją krew na Placu Świętego Piotra 13 maja 1981 roku i dla tego pokoju tak heroicznie, przez wiele lat znosił swoje cierpienie, wiedząc, że pokój Chrystusowy jest owocem krzyża. I dlatego tak cicho, ale tak przekonująco stawał się świadkiem dźwigania krzyża aż po Golgotę, aż po ostatni moment, w którym mógł powiedzieć „W ręce Twoje, Ojcze, oddaję mego ducha” (por. Łk 23, 46).

„Błogosławieni, którzy cierpią prześladowanie dla sprawiedliwości, albowiem do nich należy królestwo niebieskie” (Mt 5, 10). Staje przed nami jeszcze jedna postać związana z tą ziemią – św. Maksymilian Maria Kolbe. Cierpiał dla sprawiedliwości, tej w wymiarze Bożym, ale też tej w wymiarze czysto ludzkim. Sprawiedliwość – czyli oddanie każdemu tego, co mu się należy. W najbardziej dramatycznym momencie, podczas apelu w Auschwitz, uznał, że sprawiedliwość, ta Boża, wymaga od niego, aby oddał swoje życie za życie współwięźnia, który miał żonę i dzieci. Jakże niezgłębione są przestrzenie Bożej sprawiedliwości, które stają się udziałem tych, którzy należą do królestwa niebieskiego.

„Błogosławieni jesteście” – są to słowa Chrystusa w szczególny sposób skierowane do Was, Drodzy Synowie Diakoni, za chwilę kapłani świętego, katolickiego i apostolskiego Kościoła.

„Błogosławieni jesteście, gdy [ludzie] wam urągają i prześladują was, i gdy z mego powodu mówią kłamliwie wszystko złe na was. Cieszcie się i radujcie, albowiem wasza nagroda wielka jest w niebie. Tak bowiem prześladowali proroków, którzy byli przed wami” (Mt 5, 11–12). Tak prześladowano także naszego Pana, Jezusa Chrystusa. To ostatnie błogosławieństwo z kazania na Górze nie jest treścią rzuconą w przestrzeń jakby abstrakcyjną, ale przecież trwająca, dzisiaj także w odniesieniu do jednego z naszych braci, z naszego łódzkiego prezbiterium, którego prześladują, mówiąc źle o nim właśnie dlatego, że upomniał się o krzyż w szkole.

Wy także, moi Drodzy, musicie być gotowi na to, że świat będzie Was prześladował. Będzie to czynił właśnie dlatego, że nie zna Boga i nie chce Go znać, Boga, którego ukazał nam swoim nauczaniem i życiem nasz Pan Jezus Chrystus. Macie być na to gotowi i codziennie, każdego dnia Waszego kapłańskiego życia na nowo prosić Ducha Świętego o łaskę męstwa.

Oto nauka o kapłaństwie, wynikająca z czytanego dzisiaj fragmentu Ewangelii św. Marka. Jest i druga, płynąca z księgi Syracha, z dzisiejszego pierwszego czytania. Słowa księgi Syracha to w gruncie rzeczy przypomnienie prawdy o człowieku zawartej  już w Księdze Rodzaju. Trzeba tę prawdę przypominać światu. Świadkami tej prawdy powinni być przede wszystkim kapłani, tak bliscy tajemnicy Jezusa Chrystusa, który swoim życiem pokazał, na czym polega godność człowieka, tak często dzisiaj deptana, lekceważona i odrzucana. Kapłan Chrystusowy musi być wobec świata strażnikiem i obrońcą godności ludzkiej wszędzie tam, gdzie trzeba przypominać tę podstawową prawdę, że człowiek jest stworzony na obraz Boga. Człowiek jest kimś więcej, jest kimś przewyższającym wszystkie inne stworzenia, w tym także zwierzęta, jest istotą nie tylko cielesną, ale także duchową. Są w nim takie przymioty ducha, jak wolność woli czy zdolność do myślenia. Z tej zdolności do myślenia wyrastają jego nadzwyczajne cechy, o których mówi Syrach: wiedza i rozum oraz związane z nim poznanie etyczne, wiedza o tym, co jest dobrem i o tym, co jest złem. Tę prawdę trzeba głosić dzisiejszemu światu, który nie chce uznać prawdy o dobru i złu, który za wszelką cenę chce żyć tylko na miarę własnych zachcianek i kaprysów, usprawiedliwiając niekiedy najbardziej nikczemne sprawy. Syrach powie, że człowiek to ktoś, kto jest obdarzony przymierzem z samym Bogiem, to ktoś, kto jest obdarowany przykazaniami Dekalogu – w tym jego wielkość, w tym jego niezwykłość, ta niezwykłość, która osiąga swój szczyt w możliwości doświadczenia – jak pisze prorok – wielkości majestatu samego Boga.

Macie zatem być, moi Drodzy, świadkami i obrońcami transcendentnego wymiaru człowieka, każdego człowieka od chwili jego poczęcia aż do momentu naturalnej śmierci. Wbrew światu, który głosi „ewangelię śmierci”, Wy macie głosić Ewangelię Życia we wszystkich jego wymiarach, pokazującą, jak wielki jest człowiek, którego chciał Bóg i jak wielka jest chwała Boga, objawiająca się w tym, że człowiek żyje tak, jak tego Bóg od niego oczekuje.

Zarówno Ewangelia dzisiejsza, jak i pierwsze czytanie mówią o tym, jakimi macie być przez całe Wasze dalsze życie, Drodzy Synowie, ale ta Eucharystia i ten ołtarz mówią jednocześnie o tym, kim za chwilę się staniecie w wymiarze ontologicznym. Ta  Eucharystia i ten ołtarz każą nam naszymi myślami i sercami zwrócić się do Wieczernika, do ustanowienia Najświętszego Sakramentu i sakramentu kapłaństwa, i do słów, które kreują niejako nowych ludzi: „Już was nie nazywam sługami, bo sługa nie wie, co czyni pan jego, ale nazwałem was przyjaciółmi, albowiem oznajmiłem wam wszystko, co usłyszałem od Ojca mego. Nie wyście mnie wybrali, lecz Ja was wybrałem i przeznaczyłem was na to, abyście szli i owoc przynosili, i by owoc wasz trwał” (J 15, 15–16).

Kapłan jest in aeternum. To nie właściciel sklepiku, który może w pewnym momencie zamknąć i powiedzieć: „przechodzę do innej działalności”. Jest in aeternum z wszystkimi konsekwencjami, które się z tym wiążą i ogromem zobowiązań, które na Was będą spoczywały: wobec Chrystusa, wobec Kościoła – naszej Matki, wobec całego Ludu Bożego, do którego Duch Święty Was pośle poprzez Kościół. Ale jeśli Chrystus Was wybrał i naznaczył, i skierował, to to wszystko musi mieć wymiar Jego, Chrystusa sługi, który oddaje życie za swoich przyjaciół, dla którego treścią życia jest miłość –  ta, która przychodzi z wysoka, i ta, która musi się rozlewać przez Wasze posługiwanie na cały świat. To właśnie dlatego, że taki jest kapłan w oczach Chrystusa, macie stawać się ludźmi ośmiu błogosławieństw i właśnie dlatego, że taki był Chrystus Bóg-Człowiek, musicie światu ukazywać człowieka, istotę z krwi i kości powołaną do Nieba. Stoi przed Wami wielkie zadanie, które może budzić lęk, ale właśnie dlatego że tak jest i z drugiej strony właśnie dlatego, że życie ośmioma błogosławieństwami wprowadza nas wszystkich w życie świętych w Communio Sanctorum, za chwilę właśnie do nich zwrócimy się w pokornym błaganiu, abyście pozostali do końca wierni.